środa, 1 lipca 2015

Bookathon - zakończenie

Z lekkim opóźnieniem, ale jest.

W ramach ostatniego wyzwania (czyli czytamy bestseller) przeczytałam "Zmierzch" S. Meyer. Dużo mnie to kosztowało. Była to moje drugie podejście (pierwsze jeszcze przed ogólnym hejtem) i znów było ciężko.



Literacko przypomina tanie Harlequiny. Bohaterowie są tak denerwujący, że aż nie do wytrzymania. Książką rzucałam (a ja szanuję książki!) kilka razy. Nie mogłam znieść ani głupiutkiej, pozbawionej instynktu samozachowawczego Belli, która przebija większość bohaterek młodzieżówek razem wziętych ani Edwarda - socjopaty. Może sama fabuła nie jest zła, ale sposób narracji i kreacja bohaterów sprawiły, że naprawdę nie mogę napisać o książce dobrych rzeczy. No i to błyszczenie! Wychowywałam się na normalnych wampirach - literackich i filmowych. Wydaje mi się, że gdyby Brat Pitt albo James Masterson (genialny Spike z Buffy) błyszczeli się w słońcu też straciłabym do nich szacunek i nie mogłabym ich brać na poważnie. Zdradźcie mi (bo może ktoś czytał kolejne tomy) - Bella mówi do Edwarda "mój diamenciku" albo "iskierko"?

Genialny James Masterson jako Spike w Buffy - postrach wampirów. Zdjęcie pochodzi ze strony www.reddit.com

O wydaniu nic nie powiem, bo w ramach oszczędności kupiłam wersję pocket (z założenia wydaną najniższym możliwym kosztem). Ale może ktoś wytłumaczy mi motyw z okładki?

Przyjaciółka stwierdziła, że na tę pozycję jestem za stara. Może i racja. Tylko biorąc pod uwagę, że nie dałam rady jej przeczytać już w liceum - to dla kogo ona jest pisana?

Jedyną frajdą jaką dawała mi książka, był reminiscencje z wykładu Anety Jadowskiej (PDF 2014). :)
Książki nikomu nie polecam. Nie czuję się upoważniona, żeby polecać związek ewidentnie patologiczny  a do tego mierny literacko. Po kolejne tomy sięgnę tylko w ramach umartwiania. Albo jak zatęsknię za głupotą ludzką. Ale jak ktoś lubi - bardzo proszę, są gusta i guściki - pozwolę sobie podkreślić kolejny raz, że moja opinia jest czysto subiektywna (i naprawdę nie miała nic wspólnego z powszechnym hejtem) :)

W ramach "samoudręczania" obejrzałam też film. Z odpowiednim nastawieniem i wiadrem popcornu był on nawet całkiem fajny (do moich ulubionych na pewno nie trafi, ale nie był tak okropny jak kiedyś zakładałam). Postaram się też obronić  aktorów - oni grali tak jak opisała to autorka. A że bohaterowie książki są tacy a nie inni... nie wińmy aktorów!

Plakat ze strony www.filmweb.pl


Ale, ale - najważniejsze, że przeczytałam ostatnią książkę w ramach wyzwania i w ten sposób zakończyłam Bookathon. W ciągu tygodnia przeczytałam sześć książek, czyli 2100 stron (miało być 1500 więc - hurra, hurra). Było ciężko :)


Jeśli chodzi o sam Bookathon - super sprawa! Bawiłam się doskonale, ale czuję się też zmęczona jak po prawdziwym maratonie (no dobra, nigdy udziału nie brałam i raczej nie zamierzam, ale wyobrażam sobie, że zmęczenie musi być ogromne). Mam nadzieję, że bookathony na stałe zagoszczą w kalendarzach moli książkowych i będą odbywać się regularnie. Na mój udział zawsze możecie liczyć! Zarwę noce, będę czytała w domu, autobusie, tramwaju, sklepie, pracy i nie ugotuję obiadu (obiadów) ale do bookathonów zawszę stanę. Nie chcę, żeby taka frajda mnie ominęła :)


I jeszcze nam sam koniec (bo każdy zwycięzca może sobie na to pozwolić)  - podziękowania. Jak kogoś to nie interesuje - zapraszam jutro (będzie o świetnej książce, serio).
Tak więc dziękuję pomysłodawcom i organizatorom; cioci ebi za polecenie świetnej książki; wszystkim, którzy wspierali mnie w czytaniu (np. gotując obiady), ale przede wszystkim dziękuję tym, którzy motywowali mnie i dzielili się własnymi przemyśleniami. Wszystkim bookathończykom, którzy dobrze się bawili chciałam też serdecznie pogratulować i życzyć wytrwałości w kolejnym (mam nadzieję) Bookathonie!


2 komentarze:

  1. Ogromne gratulacje z racji ukończenia Bookathon i życzę wytrwałości w kolejnych takich akcjach ;)
    Co do "Zmierzchu" - ja książkę czytałam ładnych kilka lat temu i wtedy nie narzekałam. Ale gdybym sięgnęła po tę historię teraz, mogłabym mieć podobne odczucia. Kto wie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobnie jak werka777, czytałam "Zmierzch" lata temu i wtedy nawet mi się podobał. Zapewne dziś też rzucałabym książką o ścianę:-)

    OdpowiedzUsuń